Kategorie: Wszystkie | Nadnercza | Tarczyca
RSS
środa, 22 kwietnia 2009
Moja własna historia

10:16:12 

 Jak już wspomniałam, zawsze czułam się zmęczona. Nawet jako nastolatka. Nieprzespana noc to była dla mnie katorga. Tym bardziej, że zawsze miałam problemy ze spaniem. Również byłam słabsza fizycznie niż moi rówieśnicy. Zdecydowałam się na uprawianie sportu, ale zawsze pozostawałam w tyle.

W pewnym momencie do tych symptomów dołączyło bardzo niskie ciśnienie krwi (zwykle około 100/60, a czasem nawet 75/45) i hipoglikemia (gdy poziom cukru we krwi spada zbyt nisko). Gdy w końcu pewnego pięknego poranka 10 lat temu zemdlałam, mama wysłała mnie do lekarza. Robili różne badania: EKG, na cukrzycę i anemię. Oczywiście wszystko było w normach. Powiedzieli więc: „Niskie ciśnienie”. I tyle. Dali tabletki z solą. Inny lekarz powiedział: „Pij więcej kawy”. No to wmówiłam sobie, że taka moja uroda.

W międzyczasie cierpiał na tym mój związek, bo nigdy nie miałam na nic siły wieczorami, czy to na wyjście do kina czy nawet na posiedzenie przed telewizorem do późna. No i wszyscy myśleli pewnie, że jestem leniwa albo hipohondryczka. W każdym razie byłam daleko od przysłowiowego cieszenia się pełnią życia.

Potem urodziło się bobo. I wszystko byłoby super gdyby nie to, że zmęczenie się pogorszyło a ze snem było jeszcze gorzej. Pewnego dnia przyszedł kryzys. Zaczęłam się budzić o 4 rano z walącym sercem i zlana potem. Mowy nie było o ponownym zaśnięciu. A rano trzeba było wyprawić dziecko do żłobka i iść do pracy czując się jak zombie.W końcu poszłam do endokrynologa. Wcześniej przeszukałam internet i wynalazłam, że może to być problem z tarczycą. No i owszem, okazało się, że mam lekką niedoczynność. Lekarz przepisał Euthyrox 25mg i kazał sprawdzić czy kortyzol nie jest za wysoki! Oczywiście nie był, był dość niski więc stwierdziłam, że musi być ok.Euthyrox łykałam przez pół roku i nic się nie zmieniło, więc przestałam go brać. Spanie w międzyczasie się trochę polepszyło, ale podobne kryzysy się zdarzały co jakiś czas.

Ostatni z takich kryzysów zdarzył się pół roku temu, po okresie w którym spałam wyjątkowo dobrze i zaczęłam się czuć jak człowiek. Więc tym bardziej mnie to dobiło. Wtedy powiedziałam sobie: „DOŚĆ”. Szukałam na internecie do upadłego, zapisałam się do list dyskusyjnych, itp. W końcu jedna z dziewczyn, z którą koresponduję do tej pory zasugerowała niedoczynność nadnerczy i tarczycy. Zamówiłam w laboratorium badanie kortyzolu w ślinie, w którym pobiera się cztery próbki w ciągu dnia. Wszystkie wyszły poniżej normy! Również objawy się zgadzały: zmęczenie, bezsenność, hipoglikemia, niskie ciśnienie, podkrążone oczy, sucha skóra, słaba potliwość, bóle mięśni, słaba termoregulacja (uch, zawsze albo mi za zimno albo za gorąco!), alergie, mała wytrzymałość emocjonalna, niska motywacja. Bingo! Ale co tu teraz z tym zrobić? Kupiłam książkę doktora Wilsona, pt. „Osłabienie nadnerczy, syndrom stresu 21go wieku”. Polecam. Pisze on iż można się z tego wyleczyć w 6 do 24 miesięcy bez brania sterydów pod warunkiem ścisłego przestrzegania zaleceń (o których pisałam w części: Przepis na zdrowe nadnercza).

Pierwszą wprowadzoną zmianą było znaczne ograniczenie spożycia kofeiny (z 1-2 kaw dziennie do 1-2 tygodniowo) i cukru oraz białego pieczywa i makaronu. Zmieniłam też moją multiwitaminę na produkt o znacznie większych dawkach witamin i minerałów oraz jeść więcej warzyw. Rezultaty było widać dość szybko. Zaczęłam normalnie spać. Wciąż byłam jednak zmęczona. Potem wprowadziłam również wyciąg z nadnerczy. Na dzień dzisiejszy muszę powiedzieć: jest lepiej, chociaż wciąż dokucza mi brak energii. Podejrzewam, że muszę się zabrać za swoją tarczycę.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14